Pokazywanie postów oznaczonych etykietą do poczytania. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą do poczytania. Pokaż wszystkie posty
wtorek, 8 sierpnia 2017
wtorek, 7 lutego 2017
piątek, 3 lutego 2017
czwartek, 7 stycznia 2016
Rok Henryka Sienkiewicza
Z wielką radością
przyjęliśmy informację, że rok 2016 został ustanowiony Rokiem Henryka
Sienkiewicz.
"Senat Rzeczypospolitej Polskiej ustanawia
rok 2016 Rokiem Henryka Sienkiewicza, by w setną rocznicę śmierci oddać należny
hołd temu Wielkiemu Polakowi i przyczynić się do popularyzacji Jego twórczości
oraz idei zawartych w Jego książkach - przede wszystkim patriotyzmu i
przywiązania do tradycyjnych wartości" - napisano w uchwale.
Henryka Sienkiewicza
nie trzeba nikomu przedstawiać. Wybitny pisarz żyjący w latach 1846-1916, autor
niezapomnianej Trylogii („Ogniem i Mieczem, „Potop”, „Pan Wołodyjowski”), „Krzyżaków”, „W pustyni i w puszczy”, licznych nowel.
W 1908 r. został uhonorowany
Literacką Nagrodą Nobla. W przemówieniu wygłaszanym z tej okazji mówił, że
zaszczyt ten jest szczególnie cenny dla syna Polski. "Głoszono ją umarłą, a oto jeden z tysięcznych dowodów, że żyje.
Głoszono ją podbitą, a oto nowy dowód, że umie zwyciężać" - powiedział
pisarz.
Oczywiście w naszej bibliotece
znajdą Państwo utwory Henryka Sienkiewicza.
niedziela, 8 lutego 2015
Czytajmy dzieciom książki
17 zalet czytania opracowane przez
Szwedzką Akademię Literatury Dziecięcej
- Książka pomaga rozwijać język i słownictwo. Uczy nas wyrażać myśli i rozumieć innych.
- Książka rozwija myślenie. Dostarcza na m pojęć myślowych i nowych idei, rozszerza naszą świadomość i nasz świat.
- Książka pobudza fantazję, uczy budować obrazy wyobraźni.
- Książka dostarcza nam wiedzy o innych krajach i kulturach, o przyrodzie, technice, historii, o tym wszystkim, o czym chcielibyśmy się dowiedzieć czegoś więcej.
- Książka rozwija nasze uczucia i zdolność do empatii. Wyrabia w nas umiejętność wczucia się w czyjąś sytuację.
- Książka dodaje sił i zapału. Dostarcza nam rozrywki i emocji. Może rozśmieszyć lub zasmucić. Może pocieszyć i wskazać nowe możliwości.
- Książka może stawiać pytania, które angażują i pobudzają do dalszych przemyśleń.
- Książka uczy nas etyki. Skłania do namysłu nad tym co słuszne, a co nie, co dobre, a co złe.
- Książka może wytłumaczyć rzeczywistość i pomóc w zrozumieniu zależności.
- Książka może udowodnić, że często pytanie ma więcej niż jedną odpowiedź, że na problem da się spojrzeć z różnych stron. Może podpowiedzieć inne sposoby rozwiązywania konfliktów niż przemoc.
- Książka pomaga nam zrozumieć innych. Lektura książek pisarzy z innej epoki, innego świata, i odkrywanie, że ich myśli i odczucia nie różnią się od naszych, buduje tolerancję dla innych kultur i zapobiega uprzedzeniom.
- Książka pomaga nam zrozumieć siebie. Odkrycie, że są inni, którzy myślą jak my, że mamy prawo do swoich odczuć i reakcji, umacnia nasze poczucie własnej wartości.
- Książka jest naszym towarzyszem w samotności. Łatwo wziąć ją ze sobą i czytać gdziekolwiek. Z biblioteki można ją wypożyczyć za darmo i nie trzeba podłączać jej do prądu.
- Książka jest częścią naszego dziedzictwa kulturowego. Dzięki niej mamy wspólne doświadczenia i punkty odniesienia.
- Dobra książka dla dzieci, którą można czytać na głos, przynosi radość dzieciom i dorosłym. Buduje pomost między pokoleniami.
- Książka dla dzieci to pierwsze spotkanie z literaturą - nieograniczonym światem, z którego czerpiemy przez całe życie. To bardzo ważne spotkanie, gdyż, jeśli nie zostanie zmarnowane, pokaże, ile może dać dobra literatura.
- Literatura dziecięca wzbogaca kulturę kraju. Daje pracę wielu ludziom: pisarzom, ilustratorom, wydawcom, redaktorom, drukarzom, recenzentom, księgarzom, bibliotekarzom... Literaturę dziecięcą można również eksportować, przynosząc krajowi dochód i uznanie za granicą.
Gustave Doré, Illustrations de Les Contes de Perrault, 1867
środa, 22 stycznia 2014
czwartek, 5 grudnia 2013
Czwartkowe czytanie [#31] : Bajka o czasie
Dzisiejsze spotkanie rozpoczęła Oliwka wierszykiem Jana
Brzechwy „Żuk”. Oliwka chodzi do 2 klasy i już bardzo ładnie czyta, dobrze
mieć taką pomocniczkę.
Po wierszyku dzieci zapoznały się z książką Elizy
Piotrowskiej „Bajka o czasie”. Jest to niezwykła i mądra książka, którą nie
tylko dzieci powinny znać, ale myślę że przede wszystkim dorośli.
W książce ukazane zostały dwa alternatywne światy.
W Zegarowie Dolnym nie ma telewizora, kina, telefonów
komórkowych… jest za to dużo czasu. Żyje tu rodzina, która pomimo wielu
obowiązków ma czas dla siebie. Czas na wspólne zjedzenie śniadania, czas na
rozmowy, zabawy i spacery. Żyje im się szczęśliwie i niczego nie brakuje.
W Zegarowie Górny jest centrum handlowe, są telewizory,
komputery, komórki i najnowsze zabawki, brakuje tu tylko jednego, a mianowicie... brakuje czasu. Mieszka
tu rodzina, która żyje razem, ale osobno. Rodzice wiecznie zabiegani nie
poświęcają czasu swoim dzieciom. Dzieci mają wszystko prócz rodzinnej czułości
i zainteresowania. Telewizor zastępuje im rodziców. Ci zwracają na nie uwagę tylko
gdy przynoszą złe stopnie ze szkoły, z czasem dzieci odkrywają że to jest metoda
na zwrócenie uwagi na siebie. Nieważne że rodzice krzyczą, ważne że rozmawiają z nimi.
Takie życie dzieciom wcale się nie podoba, w milczeniu marzą o bliskości
rodziców i wspólnych zabawach.
Eliza Piotrowska w swojej książce w subtelny sposób pokazuje
co jest w życiu ważne i że rodzica nic nie jest w stanie zastąpić.
Czy lepiej mieszkać w Zegarowie Górnym czy też w Zegarowie
Dolnym?...
wtorek, 17 września 2013
Kaszubska pieśń ludowa
Biblioteki cyfrowe kryją w swoich wirtualnych zbiorach skarby, które czekają na ponowne odkrycie przez współczesnych moli książkowych.
Dzisiaj postanowiłem przyjrzeć się dziełom wybitnego etnografa i folklorysty Oskara Kolberga, który w XIX w. zajmował się badaniem polskiego folkloru. W swoim monumentalnym dziele "Lud. Jego zwyczaje, sposób życia, mowa, podania, przysłowia, obrzędy, gusła, zabawy, pieśni, muzyka i tańce" zebrał i usystematyzował rodzimą kulturę ludową.
Podczas przeglądania jego dzieł natrafiłem na kaszubską pieśń ludową, którą prezentuję poniżej.
Kolberg O., Pijatyka [w:] Dzieła wszystkie, t. 39, Pomorze. Kraków 1968.
Nocą gdy wracam do chaty mej, chaty mej
i walę piescą we drzwi,
pyta się żonka: A kto tam jest, kto tam jest?
Wraca twój mąż pijany- y-y-y.
pyta się żonka: A kto tam jest, kto tam jest?
Wraca twój mąż pijany- y-y-y.
i walę piescą we drzwi,
pyta się żonka: A kto tam jest, kto tam jest?
Wraca twój mąż pijany- y-y-y.
pyta się żonka: A kto tam jest, kto tam jest?
Wraca twój mąż pijany- y-y-y.
Czy poznawanie naszego dziedzictwa może być nudne?
Nie wydaje mi się.
wtorek, 10 września 2013
Bajki i powiastki Stanisława Jachowicza [#5]
KUKURYKU
Piał kogucik: kukuryku!
Wstawaj rano, mój chłopczyku.—
A chłopczyk się ze snu budzi,
Patrzy.... dużo chodzi ludzi;
Więc się szybko zrywa z łóżka,
By nie uszedł za leniuszka;
I rzekł: za twe kukuryku,
Dziękuję ci koguciku.
ZDZISŁAWEK
Mama: Zdzisławku! pij lekarstwo. — Pił ani się skrzywił;
A kiedy się braciszek młodszy temu dziwił,
Tak Zdzisio odpowiedział: Złem złego zbywamy,
Lepiéj wypić lekarstwo, niż widziéć łzy Mamy.
TKLIWA PROŚBA
Chłopczyk chciał złapać motylka;
Ale motylek przemówił do niego:
„I tak życia mego chwilka,
„Zostaw mnie biednego.
„Wonią kwiatów żyję,
„Rosę tylko piję,
„Ale kocham życie:
„Daj mi pokój dziécię!”
SZCZĘŚĆ-BOŻE I BÓG-ZAPŁAĆ
„Szczęść Boże!" mówił panicz idąc koło żniwa,
I grzecznie zdjął czapeczkę przed gromadką hożą.—
„Bóg zapłać!" — tysiąc wdzięcznych głosów się odzywa,
„Rośń nam, drogi paniczu, pod opieką bożą." —
„Mateczko! — rzekło dziécię — jak ci ludzie mili!
Tak mię słodko pobożném słówkiem pozdrowili."—
„Prawda, aż miło słyszéć — odpowie mu Matka —
Grzecznyś był dla gromadki, dla ciebie gromadka."
OSIEŁ I DZIK
OSIEŁ, zaślepion srodze, drwił sobie raz z dzika.
Dzik chciał zaraz na ćwierci rozszarpać nędznika,
A potém myśli sobie: wszak on rozum stracił —
Uśmiechnął się, i tylko wzgardą mu zapłacił.
Kiedy kto nierozsądny na cię potwarz miota;
Wstrzymaj zemstę, przebaczać najpiękniejsza cnota.
DZIÉCIĘ I STARUSZEK.
NIOSŁO raz dziécię wody dzbanuszek.
Spotkał je w drodze siwy staruszek,
I rzekł do niego z uprzejmą minką:
Pozwól się napić dziecinko! —
Dziecina chętnie schyla dzbanuszka,
I napoiła wodą staruszka.
Raz koło sadu szła ta dziecina,
Patrzy... z owocem drzewo się zgina:
Jakżeby rada zjeść kilka gruszek!
Aż tu wychodzi siwy staruszek:
Ową dziecinkę dobrą poznaje,
I najpiękniejszych gruszeczek daje.
EMILKA
Dobry przykład jest lepszy, niż napomnień krocie.
Emilka przy szlachetnéj uczuć swych prostocie,
W całym blasku chlubnemi przymioty jaśniała;
A dla czego? bo piękny przykład wkoło miała.
Słuchajcie, jak jéj Mama raz z nią postąpiła:
Emilka szła na wieczór. Tak się wystroiła,
Jak gdyby na bal wielki. Nic nie mówi Mama,
Lecz bardzo skromnie ubiera się sama.
Nic trzeba było więcéj, domyślna dziecina
Odmienia strój, czém prędzéj błyskotki odpina,
I za chwilkę
Skromnie ubraną ujrzano Emilkę.
Tym sposobem Emilka serce ukształcała.
Nie lękała się groźby, kary nie czekała,
Każdy za wzór wystawiał tę dziecinę lubą,
Była płci swéj zaletą i rodziny chlubą.
WDZIĘCZNOŚĆ
Gdy nadejdzie mroźna zima,
Biedny ptaszek nieraz w głodzie;
Bo na polu kłosków niéma,
Pusto w sadach i ogrodzie.
W takiéj tedy porze roku,
Wróbelek biedny, zgłodniały,
Usiadł na żłobie nieśmiały;
Gdzie konik miał dość obroku.
Gościnne zwierzę chętnie się podziela,
I pozyskuje w ptaszku przyjaciela.
A ten przyjaciel był wierny i stały,
Kiedy nadeszły upały,
Muchy bardzo dokuczały;
Czynnie oganiał konika.
Z dobroci wdzięczność wynika.
PASTERZ
„Ach ratujcie! ratujcie! wołał pasterz młody,
Najpiękniejszą owieczkę wilk mi porwał z trzody.
O ratujcie, ratujcie!" Przybiegli pasterze.
A on w śmiech: „Jam żartował, on jeszcze nie bierze;
Chciałem tylko doświadczyć, czy dobrze czuwacie:
Może mi się kiedy zdacie.
Ha, ha, ha, jakżem was téż wyprowadził w pole."
Raz drugi się udały podobne swawole;
Ale jednego ranka,
Wilk doprawdy pięknego porwał mu baranka.
Pasterz w krzyk i pomocy zewsząd z płaczem wzywa,
Nikt nie przybywa.
I prosi i błaga,
Nic niepomaga.
Wilk uniósł zdobycz, pasterz poniósł stratę.
Taką się to odbiera za kłamstwo zapłatę!
Źródło utworów:
S. Jachowicz, Bajki i powiastki Stanisława Jachowicza, Petersburg 1860.
Piał kogucik: kukuryku!
Wstawaj rano, mój chłopczyku.—
A chłopczyk się ze snu budzi,
Patrzy.... dużo chodzi ludzi;
Więc się szybko zrywa z łóżka,
By nie uszedł za leniuszka;
I rzekł: za twe kukuryku,
Dziękuję ci koguciku.
ZDZISŁAWEK
Mama: Zdzisławku! pij lekarstwo. — Pił ani się skrzywił;
A kiedy się braciszek młodszy temu dziwił,
Tak Zdzisio odpowiedział: Złem złego zbywamy,
Lepiéj wypić lekarstwo, niż widziéć łzy Mamy.
TKLIWA PROŚBA
Chłopczyk chciał złapać motylka;
Ale motylek przemówił do niego:
„I tak życia mego chwilka,
„Zostaw mnie biednego.
„Wonią kwiatów żyję,
„Rosę tylko piję,
„Ale kocham życie:
„Daj mi pokój dziécię!”
SZCZĘŚĆ-BOŻE I BÓG-ZAPŁAĆ
„Szczęść Boże!" mówił panicz idąc koło żniwa,
I grzecznie zdjął czapeczkę przed gromadką hożą.—
„Bóg zapłać!" — tysiąc wdzięcznych głosów się odzywa,
„Rośń nam, drogi paniczu, pod opieką bożą." —
„Mateczko! — rzekło dziécię — jak ci ludzie mili!
Tak mię słodko pobożném słówkiem pozdrowili."—
„Prawda, aż miło słyszéć — odpowie mu Matka —
Grzecznyś był dla gromadki, dla ciebie gromadka."
OSIEŁ I DZIK
OSIEŁ, zaślepion srodze, drwił sobie raz z dzika.
Dzik chciał zaraz na ćwierci rozszarpać nędznika,
A potém myśli sobie: wszak on rozum stracił —
Uśmiechnął się, i tylko wzgardą mu zapłacił.
Kiedy kto nierozsądny na cię potwarz miota;
Wstrzymaj zemstę, przebaczać najpiękniejsza cnota.
DZIÉCIĘ I STARUSZEK.
NIOSŁO raz dziécię wody dzbanuszek.
Spotkał je w drodze siwy staruszek,
I rzekł do niego z uprzejmą minką:
Pozwól się napić dziecinko! —
Dziecina chętnie schyla dzbanuszka,
I napoiła wodą staruszka.
Raz koło sadu szła ta dziecina,
Patrzy... z owocem drzewo się zgina:
Jakżeby rada zjeść kilka gruszek!
Aż tu wychodzi siwy staruszek:
Ową dziecinkę dobrą poznaje,
I najpiękniejszych gruszeczek daje.
EMILKA
Dobry przykład jest lepszy, niż napomnień krocie.
Emilka przy szlachetnéj uczuć swych prostocie,
W całym blasku chlubnemi przymioty jaśniała;
A dla czego? bo piękny przykład wkoło miała.
Słuchajcie, jak jéj Mama raz z nią postąpiła:
Emilka szła na wieczór. Tak się wystroiła,
Jak gdyby na bal wielki. Nic nie mówi Mama,
Lecz bardzo skromnie ubiera się sama.
Nic trzeba było więcéj, domyślna dziecina
Odmienia strój, czém prędzéj błyskotki odpina,
I za chwilkę
Skromnie ubraną ujrzano Emilkę.
Tym sposobem Emilka serce ukształcała.
Nie lękała się groźby, kary nie czekała,
Każdy za wzór wystawiał tę dziecinę lubą,
Była płci swéj zaletą i rodziny chlubą.
WDZIĘCZNOŚĆ
Gdy nadejdzie mroźna zima,
Biedny ptaszek nieraz w głodzie;
Bo na polu kłosków niéma,
Pusto w sadach i ogrodzie.
W takiéj tedy porze roku,
Wróbelek biedny, zgłodniały,
Usiadł na żłobie nieśmiały;
Gdzie konik miał dość obroku.
Gościnne zwierzę chętnie się podziela,
I pozyskuje w ptaszku przyjaciela.
A ten przyjaciel był wierny i stały,
Kiedy nadeszły upały,
Muchy bardzo dokuczały;
Czynnie oganiał konika.
Z dobroci wdzięczność wynika.
PASTERZ
„Ach ratujcie! ratujcie! wołał pasterz młody,
Najpiękniejszą owieczkę wilk mi porwał z trzody.
O ratujcie, ratujcie!" Przybiegli pasterze.
A on w śmiech: „Jam żartował, on jeszcze nie bierze;
Chciałem tylko doświadczyć, czy dobrze czuwacie:
Może mi się kiedy zdacie.
Ha, ha, ha, jakżem was téż wyprowadził w pole."
Raz drugi się udały podobne swawole;
Ale jednego ranka,
Wilk doprawdy pięknego porwał mu baranka.
Pasterz w krzyk i pomocy zewsząd z płaczem wzywa,
Nikt nie przybywa.
I prosi i błaga,
Nic niepomaga.
Wilk uniósł zdobycz, pasterz poniósł stratę.
Taką się to odbiera za kłamstwo zapłatę!
Źródło utworów:
S. Jachowicz, Bajki i powiastki Stanisława Jachowicza, Petersburg 1860.
środa, 17 lipca 2013
Bajki i powiastki Stanisława Jachowicza [#4]
DESZCZYK
— Mamo, — rzekł Staś — deszczyk rosi,
Splami kapelusik Zosi,
Jakże niepotrzebnie pada!
Tu matka dziecku wykłada:
— Deszczyk to drogi dar nieba,
Bez niego nie będzie chleba;
On skwar słońca ułagadza,
Zieloną trawkę rozradza.
Wszystko rzeźwi, wszystko krzepi,
Kwiatek, drzewko rośnie lepiej;
Bo Bóg wszystkiem mądrze włada.
— O, kiedy tak, to niech pada!
ŻWAWY CHŁOPCZYK
O ja sobie chłopczyk żwawy
I do pracy i zabawy;
Mówią, żem ja dziecko żywe,
Ale serce mam poczciwe!
Ledwie zejdzie słońce zrana,
Już mym śpiewem wielbię Pana,
A potem, dla jego chwały,
Pracuję pilnie dzień cały.
W wieczór znowu wyśpiewuję,
Za śliczny dzionek dziękuję;
Przeżegnam się w Imię Boże
I w łóżeczko się położę.
NIEGRZECZNA ZABAWA
Z niegrzecznemi być niemiło.
Z pieskiem się cielę bawiło;
Lecz piesek nie zna grzeczności,
Ze swawoli, nie ze złości,
Ostrym ząbkiem drasnął ciele.
Cielątko, nie myśląc wiele,
Wierzgnęło tylko kopytkiem,
I pan piesek poszedł z kwitkiem.
Grzeczny wśród zabawy grzecznie się obchodzi,
Niegrzeczny — sam sobie szkodzi.
DZIECIĘ I DZBANUSZEK
Mała Marynia, łakoma i chciwa,
Jak to często w świecie bywa,
Nigdy na tem nie przestała,
Co mama jej dała.
Były dwa jabłka — trzeciego żąda...
Były trzy gruszki — za czwartą spogląda...
Dano cukierków — to zawsze za mało;
Dano pierniczek — dziecię ciastka chciało.
Raz jej w dzbanuszek wsypano orzechy:
Ach, co to było uciechy!
Marynia rączkę w wąską szyję wkłada,
I wszystkieby zabrać rada;
Ale niestety! wyciągnąć nie może,
Dalej w płacz.
W takim razie i płacz nie pomoże!
Szarpie... Wszystko napróżno: i orzeszków niema,
I dzbanuszek rączkę trzyma...
Ktoś się wreszcie zlitował i dał rady zdrowe:
— Nie bądź, kochanko, chciwą, weź tylko połowę;
A i rączkę wyciągniesz,
I orzeszki zdobędziesz.
CHŁOPCZYK I KOZIEŁ
Pytał się chłopczyk: — Mój koziełku drogi!
Na co masz bródkę i rogi?
— Bródkę — odpowie kozieł — byś się miał czem bawić,
A rogi, bym się bronił, gdy chcesz przykrość sprawić!
MOTYL I GĄSIENICA
— Co to za robak szkaradny
Ta gąsienica obrzydła! —
Rzecze raz motylek ładny.
Ta mu na to odpowie:
— A dawno masz skrzydła?
KŁÓDECZKA NA USTA
— Kiedy masz co powiedzieć, zastanów się trochę;
Bo nie powróci słówko niegrzeczne lub płoche.
— Żeby to była taka kłódeczka,
Coby wstrzymała usteczka.
Gdy mają wyrzec co złego! —
Mówił Zygmuntek do ojczulka swego.
— Ma tę kłódeczkę — tata odpowie —
Kto baczny w swojej rozmowie,
Kto nie wymówi słówka,
Póki nie pomyśli główka;
A potem, jak kluczykiem, odmyka usteczka;
Rozwaga to najlepsza na usta kłódeczka.
ORZESZKI
Raz włoskie orzeszki
Dostały trzy dzieweczki;
Jedna, druga wszystkie zjadła,
Trzecia rzecze:
— Śliczna myśl mi wpadła!
Wiem, co zrobię,
Ot, kilka zasadzę sobie.
Boć kilka orzechów, jakby łyknąć ślinkę,
Tak — będę miała roślinkę;
Ta krocie orzechów wyda,
Oj! przyda mi się, przyda!...
Tak też uczyniła,
Orzechy w ziemię wsadziła,
Owocu się doczekała,
I siostrzyczki częstowała.
IGNAŚ
Ignaś w oczach matki czytał,
Jak jej nigdy nie zasmucić?...
I nikogo się nie pytał,
Co miał czynić, co porzucić.
W oczach matki jasno, świeci,
Wypisane wszystko łzami,
Czytajcież tam, lube dzieci,
Gdy ona rozmawia z wami!
WILK I KOŹLĘ
Troskliwa o los dziecięcia,
Rzekła koza do koźlęcia:
— Wychodzę teraz na paszę,
Siedź -że tu spokojnie, wasze;
Póki nie wrócę do domu,
Nie otwieraj mi nikomu:
Chyba, że białą pokaże ci łapkę. —
Wilk, co od dawna miał na koźlę chrapkę,
Myśląc, że zręcznie uda mu się sztuka,
Ledwie matka odeszła, do koźlęcia puka.
— Białą łapkę masz, nieboże?
Bo inaczej nie otworzę,
Mamusia mi zakazała...
Oj! u ciebie coś nie biała.
— Masz szczęście — wilk odpowiada
Biadaby ci była! biada!
Źródło utworów:
S. Jachowicz, Bajki, powiastki, pieśni, Warszawa 1919.
— Mamo, — rzekł Staś — deszczyk rosi,
Splami kapelusik Zosi,
Jakże niepotrzebnie pada!
Tu matka dziecku wykłada:
— Deszczyk to drogi dar nieba,
Bez niego nie będzie chleba;
On skwar słońca ułagadza,
Zieloną trawkę rozradza.
Wszystko rzeźwi, wszystko krzepi,
Kwiatek, drzewko rośnie lepiej;
Bo Bóg wszystkiem mądrze włada.
— O, kiedy tak, to niech pada!
ŻWAWY CHŁOPCZYK
O ja sobie chłopczyk żwawy
I do pracy i zabawy;
Mówią, żem ja dziecko żywe,
Ale serce mam poczciwe!
Ledwie zejdzie słońce zrana,
Już mym śpiewem wielbię Pana,
A potem, dla jego chwały,
Pracuję pilnie dzień cały.
W wieczór znowu wyśpiewuję,
Za śliczny dzionek dziękuję;
Przeżegnam się w Imię Boże
I w łóżeczko się położę.
NIEGRZECZNA ZABAWA
Z niegrzecznemi być niemiło.
Z pieskiem się cielę bawiło;
Lecz piesek nie zna grzeczności,
Ze swawoli, nie ze złości,
Ostrym ząbkiem drasnął ciele.
Cielątko, nie myśląc wiele,
Wierzgnęło tylko kopytkiem,
I pan piesek poszedł z kwitkiem.
Grzeczny wśród zabawy grzecznie się obchodzi,
Niegrzeczny — sam sobie szkodzi.
DZIECIĘ I DZBANUSZEK
Mała Marynia, łakoma i chciwa,
Jak to często w świecie bywa,
Nigdy na tem nie przestała,
Co mama jej dała.
Były dwa jabłka — trzeciego żąda...
Były trzy gruszki — za czwartą spogląda...
Dano cukierków — to zawsze za mało;
Dano pierniczek — dziecię ciastka chciało.
Raz jej w dzbanuszek wsypano orzechy:
Ach, co to było uciechy!
Marynia rączkę w wąską szyję wkłada,
I wszystkieby zabrać rada;
Ale niestety! wyciągnąć nie może,
Dalej w płacz.
W takim razie i płacz nie pomoże!
Szarpie... Wszystko napróżno: i orzeszków niema,
I dzbanuszek rączkę trzyma...
Ktoś się wreszcie zlitował i dał rady zdrowe:
— Nie bądź, kochanko, chciwą, weź tylko połowę;
A i rączkę wyciągniesz,
I orzeszki zdobędziesz.
CHŁOPCZYK I KOZIEŁ
Pytał się chłopczyk: — Mój koziełku drogi!
Na co masz bródkę i rogi?
— Bródkę — odpowie kozieł — byś się miał czem bawić,
A rogi, bym się bronił, gdy chcesz przykrość sprawić!
MOTYL I GĄSIENICA
— Co to za robak szkaradny
Ta gąsienica obrzydła! —
Rzecze raz motylek ładny.
Ta mu na to odpowie:
— A dawno masz skrzydła?
KŁÓDECZKA NA USTA
— Kiedy masz co powiedzieć, zastanów się trochę;
Bo nie powróci słówko niegrzeczne lub płoche.
— Żeby to była taka kłódeczka,
Coby wstrzymała usteczka.
Gdy mają wyrzec co złego! —
Mówił Zygmuntek do ojczulka swego.
— Ma tę kłódeczkę — tata odpowie —
Kto baczny w swojej rozmowie,
Kto nie wymówi słówka,
Póki nie pomyśli główka;
A potem, jak kluczykiem, odmyka usteczka;
Rozwaga to najlepsza na usta kłódeczka.
ORZESZKI
Raz włoskie orzeszki
Dostały trzy dzieweczki;
Jedna, druga wszystkie zjadła,
Trzecia rzecze:
— Śliczna myśl mi wpadła!
Wiem, co zrobię,
Ot, kilka zasadzę sobie.
Boć kilka orzechów, jakby łyknąć ślinkę,
Tak — będę miała roślinkę;
Ta krocie orzechów wyda,
Oj! przyda mi się, przyda!...
Tak też uczyniła,
Orzechy w ziemię wsadziła,
Owocu się doczekała,
I siostrzyczki częstowała.
IGNAŚ
Ignaś w oczach matki czytał,
Jak jej nigdy nie zasmucić?...
I nikogo się nie pytał,
Co miał czynić, co porzucić.
W oczach matki jasno, świeci,
Wypisane wszystko łzami,
Czytajcież tam, lube dzieci,
Gdy ona rozmawia z wami!
WILK I KOŹLĘ
Troskliwa o los dziecięcia,
Rzekła koza do koźlęcia:
— Wychodzę teraz na paszę,
Siedź -że tu spokojnie, wasze;
Póki nie wrócę do domu,
Nie otwieraj mi nikomu:
Chyba, że białą pokaże ci łapkę. —
Wilk, co od dawna miał na koźlę chrapkę,
Myśląc, że zręcznie uda mu się sztuka,
Ledwie matka odeszła, do koźlęcia puka.
— Białą łapkę masz, nieboże?
Bo inaczej nie otworzę,
Mamusia mi zakazała...
Oj! u ciebie coś nie biała.
— Masz szczęście — wilk odpowiada
Biadaby ci była! biada!
Źródło utworów:
S. Jachowicz, Bajki, powiastki, pieśni, Warszawa 1919.
sobota, 13 lipca 2013
Bajki i powiastki Stanisława Jachowicza [#3]
PRZESTROGA
— Biedna! biedna rybko!
Umykaj-że szybko:
Bo tu czeka zdrada,
Ktoś się z wędką skrada.
Rybka nie słuchała,
Wędka ją złapała.
PIŁKA
Piłka się raz z chłopców śmiała,
Że wyżej od nich skakała,
Urażeni żarty temi,
Nie podnieśli piłki z ziemi;
Błąd poznała nieboraczka
I ze wstydu spiekła raczka.
ANDZIA
— Nie rusz, Andziu, tego kwiatka:
Róża kole — rzekła matka.
Andzia mamy nie słuchała,
Ukłuła się i płakała.
NIEPOSŁUSZEŃSTWO
Często bywamy winni złemu sami.
— Nie gryź, chłopcze — rzekł ojciec— orzechów zębami!
Chłopczyk na to:
— Nic nie szkodzi.
A teraz bez zębów chodzi.
CZYSTY KOTEK
- Czemu się często myjesz - pytano raz kota.
- Bo czystość - odpowiedział —jest to piękna cnota.
Jakoż, doprawdy, kocina
Mył się prawie co godzina.
Chętnie mu do pokoju wchodzić pozwalano
I powszechnie go kochano;
Doznawał wszelkich pieszczotek:
A czemu? bo czysty był kotek.
PIESEK I BIEDNY KOTECZEK
Spotkał raz piesek koteczka biednego
I temi słowy przemawia do niego:
— Żyliśmy kiedyś, koteczku, w niezgodzie,
Wszystko minęło, gdyś w nędzy i głodzie.
Oto najlepsze daję ci kosteczki,
Mięsa kawałek i trochę bułeczki;
Jedz, mój koteczku, żal mi cię nieboże!
Pomnij, że piesek dzieli się, czem może.
I ten co warczy, potrafi być tkliwy,
Nie pytam się, kto jesteś, dość, żeś nieszczęśliwy.
TEODOREK
Teodorek łapał muszki,
Obrywał im skrzydła, nóżki.
Siostra, na to patrząc z boku,
Mówiła mu z łezką w oku:
— O, niedobry Teodorze!
Jak cię też to bawić może?
Cóż ci winny biedne muszki?...
Czyś ty im dał skrzydła, nóżki?
KOTKA I SUCZKA
Kotka suczkę przestrzegała,
By kiełbaski nie ruszała;
A suczka jej odpowiada:
— Przykład lepszy, niżli rada.
KOTEK KULAWY
Kotek kulawy szedł sobie drogą,
A ktoś niebaczny trącił go nogą.
— Nie trącaj, panie! — rzekła dziecinka —
I cóż ci winna biedna kocinka?
Ej! daj jej pokój, niech sobie idzie,
I ona umie zapłakać w biedzie,
A mama mówi:
„Ojciec Niebieski
Nie każe biednym wyciskać łezki."
MOJE TWOJE
Co Władysia, to i Zosi:
O nic brat siostry nie prosi,
I nawzajem ona jego.
Lecz ni z tego, ni z owego
Poróżnili się oboje.
Wtenczas poznali: co moje, co twoje!
Wszystkiego się zmniejszyło dzieciom o połowę...
Już co było Zosine, nie było Władziowe.
Źródło utworów:
S. Jachowicz, Bajki, powiastki, pieśni, Warszawa 1919
— Biedna! biedna rybko!
Umykaj-że szybko:
Bo tu czeka zdrada,
Ktoś się z wędką skrada.
Rybka nie słuchała,
Wędka ją złapała.
PIŁKA
Piłka się raz z chłopców śmiała,
Że wyżej od nich skakała,
Urażeni żarty temi,
Nie podnieśli piłki z ziemi;
Błąd poznała nieboraczka
I ze wstydu spiekła raczka.
ANDZIA
— Nie rusz, Andziu, tego kwiatka:
Róża kole — rzekła matka.
Andzia mamy nie słuchała,
Ukłuła się i płakała.
NIEPOSŁUSZEŃSTWO
Często bywamy winni złemu sami.
— Nie gryź, chłopcze — rzekł ojciec— orzechów zębami!
Chłopczyk na to:
— Nic nie szkodzi.
A teraz bez zębów chodzi.
CZYSTY KOTEK
- Czemu się często myjesz - pytano raz kota.
- Bo czystość - odpowiedział —jest to piękna cnota.
Jakoż, doprawdy, kocina
Mył się prawie co godzina.
Chętnie mu do pokoju wchodzić pozwalano
I powszechnie go kochano;
Doznawał wszelkich pieszczotek:
A czemu? bo czysty był kotek.
PIESEK I BIEDNY KOTECZEK
Spotkał raz piesek koteczka biednego
I temi słowy przemawia do niego:
— Żyliśmy kiedyś, koteczku, w niezgodzie,
Wszystko minęło, gdyś w nędzy i głodzie.
Oto najlepsze daję ci kosteczki,
Mięsa kawałek i trochę bułeczki;
Jedz, mój koteczku, żal mi cię nieboże!
Pomnij, że piesek dzieli się, czem może.
I ten co warczy, potrafi być tkliwy,
Nie pytam się, kto jesteś, dość, żeś nieszczęśliwy.
TEODOREK
Teodorek łapał muszki,
Obrywał im skrzydła, nóżki.
Siostra, na to patrząc z boku,
Mówiła mu z łezką w oku:
— O, niedobry Teodorze!
Jak cię też to bawić może?
Cóż ci winny biedne muszki?...
Czyś ty im dał skrzydła, nóżki?
KOTKA I SUCZKA
Kotka suczkę przestrzegała,
By kiełbaski nie ruszała;
A suczka jej odpowiada:
— Przykład lepszy, niżli rada.
KOTEK KULAWY
Kotek kulawy szedł sobie drogą,
A ktoś niebaczny trącił go nogą.
— Nie trącaj, panie! — rzekła dziecinka —
I cóż ci winna biedna kocinka?
Ej! daj jej pokój, niech sobie idzie,
I ona umie zapłakać w biedzie,
A mama mówi:
„Ojciec Niebieski
Nie każe biednym wyciskać łezki."
MOJE TWOJE
Co Władysia, to i Zosi:
O nic brat siostry nie prosi,
I nawzajem ona jego.
Lecz ni z tego, ni z owego
Poróżnili się oboje.
Wtenczas poznali: co moje, co twoje!
Wszystkiego się zmniejszyło dzieciom o połowę...
Już co było Zosine, nie było Władziowe.
Źródło utworów:
S. Jachowicz, Bajki, powiastki, pieśni, Warszawa 1919
wtorek, 2 lipca 2013
Próba wyjaśnienia pochodzenia wódki
Dawno temu, kiedy
jeszcze nie było telewizora ludzie umilali sobie czas snując przeróżne
opowieści. Całe rodziny, baa.. całe wspólnoty spotykały się przy ognisku czy
domowym kominku i śpiewały pieśni, opowiadały przekazywane z
pokolenia na pokolenie stare historie, również bajki. Odbiorcą bajek było nie tylko dziecko
ale i dorosły.
W swoim zamiłowaniu
do wyszukiwania przeróżnych ciekawostek z przeszłości dotarłem do interesującej
pozycji spisanej przez historyka i etnografa Zygmunta Glogera „Baśnie i powieści : ze
źródeł etnograficznych i własnych notatek”. W tomie tym znajduje się bajka,
którą każdy z nas powinien znać. Czy wiedzą Państwo skąd się wziął
alkohol? Bajka „O djable Wódkorobie i o kmiotku Charłaku” odpowie na to
pytanie.
O djable Wódkorobie
i o kmiotku Charłaku
Był sobie kmiotek, biedak nad
biedaki, bo nie tylko grosza nigdy w oczy nie widział, ale często gęsto i
kawałka chleba nie miał, a o omaście i mowy nie było. A tu z łaski czy za karę,
dał mu Pan Bóg dziatek dwanaścioro. Z żoną więc i dziatkami wiodąc żywot charłacki,
Charłakiem był przezwany.
Raz kmiotek Charłak, poszedł orać
w pole, i wziął z domu ostatni okrajec chleba.
Orze, orze, i już było samo
południe, kiedy puściwszy spracowane woliki na trawę, sam siadł na miedzy,
wziął węzełek, rozwinął, spojrzał na okrajec chleba i zadumał się srodze.
Był on pracowity, dobrego serca,
żonę dziatki serdecznie kochał, dla nich w pocie czoła pracował, dla nich tylko
pod brzemieniem biedy nie upadał. Popatrzył więc, westchnął i znowu węzełek z
chlebem na miejscu położył.
— Posilę się później, to mi nie
tak prędko znowu jeść się zechce, i cokolwiek oszczędzi się dla dziatek —
pomyślił biedak, wstał i do roboty poszedł.
Kiedy Charłak nad okrajcem chleba
rozmyślał, tuż przy nim stał djabeł niewidzialny i dumał, jakiegoby figla
wypłatał biedakowi?
Więc ukradł bies chleb z węzełka
i ciekawy, co kmieć pocznie, gdy nie znajdzie chleba, usiadł na miedzy, chleb
zjadł i czekał.
Długi czas Charłak przemagał głód
dokuczliwy, nakoniec rzekłszy: „człowiek jestem" — poszedł do węzełka,
wziął, rozwinął — a tu chleba niema!
— Dziwna rzecz — pomyślał Charłak — nikogo
tu nie było, a jednak ktoś chleb sprzątnął!... musiał być także głodny, niechże
mu więc będzie na zdrowie!... za jeden dzień z głodu nie umrę, a poczekawszy,
będzie Pan Bóg łaskawszy.
Przeżegnał się więc, zmówił
pacierz, poorał jeszcze i do domu za pługiem poszedł.
— Źle! — mruknął pod nosem
szatan, zgrzytając zębami - ukradłem mu ostatni kęs chleba, a on zamiast kląć i
złorzeczeniami gubić swoją duszę, zdrowia mi życzy! - Śmignął więc przez ziemię
do piekła, stanął przed Lucyperem, i całą rzecz opowiedział.
- Źleś zrobił — odpowie mu
Lucyper — jakkolwiek my broim — to wszakże nadejdzie czas i na nas przyjdzie
kréska na Matyska; źle robić nasza to rzecz - ale cóż kiedy i djabeł ma swe
sumienie. Gdy zrobisz źle człowiekowi złemu - zrobiłeś jak na potępieńca
przystało, ale ukradzenie ostatniej kromki chleba poczciwemu Charłakowi,
przejmuje zgrozą nawet serce czartowskie. A w dodatku przez łakomstwo chleb
zjadłeś, a chleb to dar niebieski, więc go djabłu jeść niewolno. Skazuje cię za
to na siedm lat pokuty. Ruszaj więc prędzej do Charłaka i wyrządzoną mu krzywdę
odsłuż ciężką siedmioletnią pracą.
Djabeł usłyszawszy niemiły rozkaz
króla piekieł, skurczył się jak kura obmokła i przybrawszy postać wędrownego
człowieka przyszedł do Charłaka, i prosi się na służbę do niego.
- Czyż mnie
trzymać sługę, kiedy i sam mrę głodem! – rzecze mu Charłak.
- Ja biedny i ty
biedny — odpowie djabeł — będziemy razem biedę klepać, ale dwom robota pójdzie
sporzéj, ja żony i dziatek nie mam, kożuch i siermięgę mam jeszcze dobrą,
łapcie sobie z łyka lipowego uplotę, po kiermaszach chodzić nie będę, więc
płacy żadnéj nie potrzebuję, bo grosz okrągły zawsze się wytoczy, byleś mi dał
kawałek chleba suchego.
Tym sposobem zamieszkał bies u
Charłaka, został jego parobkiem i tak mu pracuje, że nikt takiej roboty pojąć
nie może!
W chlewie u Charłaka jedna tylko
krówka, a jednak jego parobek całe mu pole gnojem nawiózł, w jeden dzień całą
rolę zaorał, zasiał, zboże jak las rośnie, kłosuje się i wydało plon
niesłychany. Wszyscy dziwują się, że u Charłaka chleba po uszy, żona mu nie
dokucza, dziatki nie skwierczą. W jesieni całe pole zasieli, nie mało zboża
przedali, a reszty nie ma komu przedać, biedują więc co z ziarnem robić?
— Zróbmy tak — odezwał się
parobek — zaorzmy trzęsawiska i zasiejmy, lato jak się zdaje będzie gorące, a
nuż urodzi?
Zaczął djabeł błoto orać, a tu za
pługiem schnie jak w piecu, zabronował, zasiał i krzewić się zaczęło.
Sąsiedzi widząc jak ziarno do
błota rzucał, śmieli się do rozpuku, ale kiedy dobrze urodziło, wszyscy
naśladować go postanowili.
Charłak wzbogacił się, co się
zowie, parobkowi płacę naznaczył i żyje szczęśliwie.
W następnym roku, sąsiedzi
rzucili się orać, bronować i zasiewać bagna, a u Charłaka robi się wręcz
przeciwnie.
— Wiesz co mości gospodarzu —
odezwał się parobek — mnie się zdaje, że rok ten będzie mokry, zasiejmy góry
piasczyste i wydmy, a sąsiedzi niech sobie gmyrzą w błocie.
I poszedł djabeł orać góry i
piaski, na których dotąd nigdy nic nie rodziło; zaorał i zasiał a pora tak się
zadeszczyła, że na nizinach wszystko wymokło, na równinach plon był mierny, a
po górach taki urodzaj, że zboże z niebem gada. Charłak nie wie, co z ziarnem
ma począć?
Życzliwy dotąd djabeł, pomyślił
więc nareszcie :
- Zdaje się, że
za skradziony okrajec chleba już skwitowałem, Charłak z lichwą nagrodzony,
czasby go już porzucić, lecz mamże mu figla teraz nie wypłatać?
- A co mości gospodarzu — rzekł
parobek – zboża mamy do zbytku, cóż z niem robić będziemy?
- A cóż mamy robić? — odpowie
Charłak — będziemy jeść na zdrowie, damy ubogim i na szpitale, udzielimy
potrzebnym, a reszta niech będzie w zapasie na złą godzinę, czasem i nieurodzaj
nawiedzi.
Djabłu nie podobały się te słowa,
więc rzecze:
- Ziarno na gromadach długo leżeć
nie może i tylko kłopot z przerabianiem i pilnowaniem. Oto ja mam pomysł nowy,
który uda się niezawodnie, przyniesie nam wielkie zyski a w dodatku cześć i
sławę.
— Cóż to za pomysł masz bracie?
— Bardzo prosty!
z jęczmienia ludzie warzą piwo, więc my zacznijmy żyto warzyć przeważać, a nuż
zrobi się coś mądrego?
— Próbuj, jeśli się podoba, mojej głowy nie
stać na to! - odrzekł Charłak parobkowi.
Wziął się djabeł do pomysłu,
porobił kotły i kadzie, jął zacierać, mieszać, warzyć, dosypywał chmielu i
wywarzył napitek czysty jak woda ale tęgi i gorzkawy, który palił w podniebienie.
Djabeł zaryczał z radości, napitek nazwał gorzałką, natoczył w gąsiory i
flasze, nalał w kieliszek, postawił na stole i zaprosił poczciwego gospodarza.
Charłak pociągnął, skrzywił się i
zakrztusił.
— Oj coś gorzka i pali, a czy djabli nadali!
— To nic — mówi parobek — dla tej goryczki i
pałkości, ludzie ją będą tem chciwiej łykali, trzeba spróbować, co dalej
będzie: łyknij kieliszek drugi, nic nie zaszkodzi, wszak to toż samo zboże,
tylko uwarzone.
Charłak wychylił, a drugi
kieliszek już lepiej mu smakował, więc rzekł:
— Gorzka
wprawdzie, ale w brzuchu przyjemnie grzeje.
— Łyknij kieliszek trzeci a zobaczysz, co
będzie — i to mówiąc, nalał mu z flaszy: obaj się szkłem stuknęli i duszkiem
napój szatański łyknęli.
— Dalipan
już nie gorzka — odezwał się Charłak — jak widzisz mnie żywego, nie gorzka.
— Nie
tylko że nie gorzka, ale wyśmienita — rzecze djabeł — machnijmy jeszcze po
czwartym!
Charłak już sam kieliszek
podstawił, mówiąc :
— Do
asana!... prawda, prawda, że wyśmienita — i wychyliwszy do dna, dodał — a mnie
coś jakby weselej się robi, zdaje się, żem o dziesięć lat odmłodniał, krew mi
igra, jak zamłodu, ani mnie pozna moja baba!... nogi rwą się do tańca!
— Więc
pozwólmy sobie po piątym — dodał djabeł — a będzie jeszcze weselej, jeszcze
milej!
- Mnie się zdaje — przerwał
Charłak, wychylając kieliszek piąty — że i po szóstym nicby nie zaszkodziło!
- Wiwat
gorzałka! — wrzasnął djabeł; sam już dobrze podcięty, i począł wkrąg izby z
wielkiej radości tańczyć walca.
— Czekaj!
czekaj! — wołał Charłak z wielkiej radości nalewając sam sobie kieliszek szósty
- i jabym z tobą potańcował, ale zdaje mi się, że chata się kręci i na łeb wali
— to mówiąc, upuścił flaszę na ziemię, a sam jął ściskać, całować biesa i
zataczać po izbie.
— A mnie się zdaje — rzecze pijany djabeł —
że jestem we własnem piekle, że trzymam w kleszczach twoją duszę, a
najjaśniejszy Lucyper, król piekła, za miljony dusz ludzkich, które mu
przyniesie wymyślona przezemnie gorzałka, mianuje mnie wielkim podziemnego
państwa dostojnikiem.
Na brzęk stłuczonej flaszy
wbiegła do izby żona Charłaka a za nią gromada dziatwy, która widząc starego
ojca tańczącego z parobkiem, zaczęła się śmiać do rozpuku; a tym sposobem
Charłak został raz pierwszy pośmiewiskiem swych dzieci. Biedna kobiecina z
przerażeniem postrzegła opętanie męża, a że po scenie wesołej nastąpiła z kolei
bardzo obrzydliwa, przy czem parobek wyrzucił z siebie czarną smołę, więc co
tchu pobiegła po cyrulika.
Obaj pijani walając się we
własnym kale, zasnęli tymczasem jeden pod ławą a drugi wpadłszy do koryta
świńskiego, a gdy się obudzili głowa ciężyła im jak kamień.
— Nic to — odezwał się djabeł — klin klinem
wypędzać trzeba, łyknijmy więc po kieliszku — i to mówiąc, przyniósł i nalał z
gąsiorka.
— Nie,
nie mogę — odrzekł Charłak, i wzdrygnął się cały.
- To przemóż na
sobie i wychyl od razu, ja z tobą wypiję dla kompanii.
Usłuchał Charłak, wypił i rzecze:
— A wiesz co bracie, zrobiło mi się jakoś lżej i weselej, dajno
jeszcze kieliszek — a potem zaprośmy sąsiadów, aby ich wszystkich uraczyć gorzałką
— niech wiedzą, że Charłak z imienia, przestał być z mienia charłakiem.
Myśl tę już pierwej miał djabeł w
głowie i tylko dodał:
- A czego w domu nie wypijem —
rozprzedamy sąsiadom w karczmie!
Jeszcze roku nie wyszło, gdy
Charłak zapił się na śmierć, rolę wzięto za długi a żona i drobne dziatki
zostały bez odzieży, kąta i okrajca chleba, którego o chłodzie i głodzie poszły
żebrać do obcych ludzi i znosić szydercze przycinki za swego rodzica.
Od owej pory upowszechniła się
między ludźmi wódka, ten bicz boży, którym się dobrowolnie chłoszczą, i który
do chat kmiecych ubóstwo i nędzę sprowadza, trądem ich ciało i duszę oszpeca, i
swojemu wynalazcy — djabłu tysiące dusz co dzień dostarcza.*
* Baśnie
i powieści : ze źródeł etnograficznych i własnych notatek,
Zebr. Zygmunt Gloger, Warszawa 1879
Subskrybuj:
Posty (Atom)







